Diecezja Łomżyńska: Wypowiedzi Biskupa Łomżyńskiego w dyskusji panelowej podczas sympozjum nt. „25 lat Karty Praw Rodziny - aktualność i wartość przesłania”

Strona główna » Aktualności » Łomżyńskie Wiadomości Diecezjalne - Kwartalnik » Numer 4/2008 » Biskup Łomżyński

Wypowiedzi Biskupa Łomżyńskiego w dyskusji panelowej podczas sympozjum nt. „25 lat Karty Praw Rodziny - aktualność i wartość przesłania”

Lublin, 21 X 2008 r.
1. Mam pewien obowiązek patrząc na salę, mimo że konferen­cja trwa już dłuższy czas, krótkiego wprowadzenia, ponieważ zmie­niło się w dużej mierze audytorium. Dlatego jedno słowo wstępne. Karta Praw Rodziny jest dokumentem Stolicy Apostolskiej, który postulowali Ojcowie Synodalni w 1980 r. Ojciec Święty Jan Paweł II w Adhortacji Apostolskiej Familiaris consortio w 1981 r. zarysował prawa rodziny, w tym rozdziale, w którym mówi o relacji między rodziną a życiem społecznym. Kontynuacją i rozwinięciem tej myśli była Karta Praw Rodziny, która w 1983 r. została opublikowana przez Stolicę Apostolską. W Polsce w 1991 r. rozpoczęła się jej promocja. Początek wyznaczyło oficjalne przekazanie tego dokumentu wła­dzom politycznym i samorządowym, a także mediom. Ten doku­ment funkcjonuje więc w jakimś wymiarze oficjalnie.
Teraz jedna myśl, którą chciałbym przekazać. Otóż rodzina w swojej strukturze ma podwójny wymiar. Z jednej strony funkcjo­nuje w szeroko pojętym społeczeństwie, spełnia cały szereg ról, jako jedna z istniejących grup, oczywiście powiemy grupa podstawowa, ale jedna z wielu. Jest ona jedną z wielu do tego stopnia, że niektóre z tych ról mogą się w jakiś sposób stawać albo konkurencyjne, albo przez nieprecyzyjną organizację nawzajem wykluczać. Przykładem może być chociażby uczenie dzieci w domu przez rodziców, a nie w szkole. Są takie pomysły w systemie oświatowym i to bardzo szeroko stosowane w niektórych krajach, na przykład w Stanach Zjednoczonych. W Polsce postulaty takie, ażeby przez pierwszy okres edukacji, mniej więcej w czasie szkoły podstawowej, zatrzymać dziecko i edukować na terenie rodziny, nie są znane. W naszym kraju takie pomysły byłyby odebrane, jako obyczaj kuriozalny. Nie­które więc funkcje, jak na przykład zadania edukacyjne, mogą się nawzajem wykluczać, albo nawet konfliktować, gdy mają być reali­zowane między rodziną, a innymi instytucjami, to jest jeden wy­miar rodziny - funkcjonowanie jej w tej przestrzeni społecznej. Po­dobnie można mówić o wyżywieniu - obiad w szkole, czy w domu; stołówka, czy mama.
Z drugiej strony rodzina, mając wokół siebie cały szereg instytu­cji, powinna być jednostką uprzywilejowaną z natury, uposażona przez prawo stanowione autonomią w organizowaniu swojego życia. To rodzice mają zadecydować na ile posłużą się instytucjami poza­rodzinnymi, które przejęłyby jakieś role i wsparły rodzinę zwłasz­cza w tej dziedzinie, w której rodzina mogłaby nie podołać swoim obowiązkom. Taka współpraca, którą powinno regulować prawo, opiera się na zasadzie pomocniczości - bardzo znanej i stosowanej zasadzie w naukach społecznych i prawnych. To jest jedna myśl, którą chciałem przekazać.
By uporządkować przestrzeń wzajemnej współpracy trzeba spoj­rzeć na rodzinę i zrozumieć jej istotne zadania. Nie chcę w żaden sposób wchodzić na teren doskonałego wykładu i wspaniałej anali­zy z zakresu filozofii i antropologii filozoficznej. Chcę tylko powie­dzieć, że w teologii, w zapisie antropologii teologicznej, rodzina została uposażona przez Stwórcę i zadaniami i możliwościami wy­konania tych zadań. Zadania te są bardzo istotne i należy do nich: stworzyć pierwszą, elementarną więź międzyludzką, czyli stworzyć spoiwo społeczne numer jeden. To się nazywa komunia osób. Po drugie, podjąć misję rodzicielską. Tylko rodzina ma uprawnienia, ażeby usłużyć nowemu życiu w jego powstaniu, rozwoju i wycho­waniu. I po trzecie, mieć istotny głos w tym, co się nazywa porząd­kiem publicznym, czyli gospodarowaniem dobrami na tym świe­cie. Wszystkie inne, wyżej zorganizowane instytucje gospodarcze, aż do politycznych włącznie, powinny brać pod uwagę tę podsta­wową kompetencję i autonomię rodziny. Dziękuje bardzo.

2. Najpierw dopowiedzenie, którego nie zamówił Ksiądz biskup u mnie, ale odnosi się ono do rejestrowania istniejącego życia jesz­cze przed narodzeniem człowieka w kontekście tej procedury, o której mówi zarządzenie pana ministra Religi. Otóż w ubiegłym tygodniu spotkałem się ze środowiskiem ginekologów-położników, gdzie po­stawiono jeszcze jeden postulat pracy nad matkami, które przeżyły dramat poronienia samoczynnego, czyli spowodowanego patolo­gicznym przebiegiem ciąży. Chodziło tam oczywiście o pracę nad ich duchową świadomością, m.in. nad tym, by te matki nauczyły się kontaktu osobistego z dzieckiem, które nie doczekało się naro­dzin, a które można potraktować z wszystkimi etapami pożegna­nia: wziąć w rękę, modlić się do pochowania włącznie. Uczestni­czyłem w dwóch, czy trzech takich pogrzebach. Ojciec dziecka w jakimś najbardziej ozdobnym pudełku, w domu miał jakieś swoje ulubione pamiątki, uściełał trumienkę, to najbardziej bliskie mu pudełeczko przeznaczył na trumnę. Po modlitwie zaniósł na grób dziadka wcześnie zmarłego wnuczka. To jest coraz częściej spoty­kana, bardzo piękna i głęboka duchowo ceremonia. Lekarze położ­nicy, z którymi rozmawiałem postulują praktykę żałoby matek i przywołują uzasadnienie dla mnie nowe. Twierdzą bowiem, że naturalną tendencją matki, która straciła dziecko, jest pragnienie aże­by znowu być jak najszybciej matką. I to jest błąd. Ona powinna przejść czas żałoby; nie traktują tej żałoby jako uwolnienie od zasa­dzie stresu, tylko na zasadzie wypłakania się i porozumienia du­chowego z dzieckiem. Fizjologicznie potrzebna jest też ta przerwa, aby kobieta dojrzała ponownie do macierzyństwa. Oczywiście ja chwyciłem tylko strzępy ich argumentów czysto medycznych, wnio­ski końcowe. Natomiast jest to bardzo ciekawa argumentacja, którą odpowiedzialni specjaliści podejmują w służbie rodziny. To jest od­powiedź na pytanie niepostawione.
A teraz odpowiedź na pytanie postawione. Powiedziałbym, że obydwa motywy funkcjonują: świadome działania łączą się z nie­wiedzą. Pierwszą przyczyną jest brak dostatecznej wiedzy. Dopiero potem pojawia się świadome łamanie sumienia z motywów wiado­mych tylko politykowi, najczęściej z powodu jakiejś tam kariery, czy też innych racji środowiskowych. Posłużę się konkretną roz­mową, jako przykładem funkcjonowania tych obydwu motywów. Brak wiedzy jest o wiele rzadszy, aniżeli świadome łamanie sumień i to jest najgroźniejsze w kulturze politycznej. Jeżeli mamy polity­ków, którzy z racji partyjnych łamią istotne zasady sumienia, czyli łamią siebie, niszczą siebie, to jest to bardzo groźne zjawisko z punktu widzenia, ogólnej kondycji elit. Otóż odbyła się konkretna rozmo­wa i to kwalifikowana, bo obydwaj rozmówcy - ja byłem jednym z rozmówców — mają upoważnienia do przeprowadzenia tej roz­mowy. Mój gość także reprezentował duże, istotne dość środowi­sko polityczne — miejsce też służbowe, bo było to w sekretariacie Episkopatu Polski. Rozmowa dotycząca ochrony prawnej dziecka poczętego i nienarodzonego. Nie będę cytował rozmowy, a jedynie zrelacjonuję wnioski: mój gość mówi tak: — ja wiem, że aborcja to zabójstwo, z tym, że jest to dla was problem moralny, dla nas jest to kwestia polityczna, a my nadsłuchujemy wyborców. A więc zabójstwo może być atutem podnoszenia popularności wobec elektoratu — pojawia się problem elektoratu, który nagradza za propagowanie zabójstwa. Kwalifikował na zimno, jestem politykiem i dla mnie naj­ważniejsze są słupki procentowe, poparcie.
W wypadku świadomego łamania własnego sumienia naszym zadaniem jest zachęcić tego człowieka do heroizmu: zostaw karierę polityczną, a uratuj swoje sumienie (nie wiadomo czy udałoby się go przekonać). Ja próbowałem mojego rozmówcę przekonać, ale on był wtedy bardzo młody, w tej chwili jest jeszcze młody i jest to tak optymistycznie uformowana jego psychika, że właściwie życie trak­tuje zabawowo.
Mówi dalej mój rozmówca: ale antykoncepcja, co wam przeszkadza środek antykoncepcyjny, dlaczego się czepiacie ludzi, wy księża, trzeba zostawić im swobodę. Zapytałem: — ma Pan dzieci? — Tak, mam córkę. — W wieku? — 13 lat. — Dobrze. Jest poradnia młodzieżowa ginekolo­giczna, dla nastolatek. Do pani profesor, która w tej poradni pracuje, przychodzi matka i prosi: — moja córka jest w klasie skrzypiec i otrzyma­ła stypendium na wyjazd do Paryża na 3 miesiące do słynnej pedagog. Pani profesor zbada moją córkę i przepisze jej środki antykoncepcyjne, tak żeby jej wystarczyło na 3 miesiące w Paryżu. Pani profesor pyta: — co ma wspólnego gra na skrzypcach ze środkami antykoncepcyjnymi i dla­czego to dziecko należy zabezpieczyć? — Pani profesor! Niech pani nie będzie naiwna, przecież dziecko jedzie do Paryża, niech Pani nie będzie naiwna. Mówię mojemu rozmówcy: — Pana córka przychodzi do Pana i mówi: — Tatuś, jadę z kolegą pod namiot, zaprowadź mnie do lekarki, bo chce dobrać środki antykoncepcyjne na mój poziom wiekowy, by nie szkodzić sobie niepotrzebnie, bo ja z kolegą wybieram się pod namiot. — I co Pan na to? Zdenerwował się — co? byle jaki łapciuch miałby moje dziecko tak wypielęgnowane od tak sobie brać. Mówię: — taka zmiana nastroju, taki Pan liberał, taki Pan dla wszystkich tolerancyjny, a przy córce stawia Pan strażnika? — Bo to jest moje ukochane dziecko. — Zaczyna Pan zupełnie innymi kategoriami myśleć.
Faktem jest, że wielu ludzi posługuje się hasłami, pozaintelektu-alnymi sloganami, takie gotowce łapią, kleją wiadomości z różnych źródeł, między innymi ze źródeł medialnych i nie przeprowadzają refleksji. Dopiero gdy zetkną się z konkretem, który ich osoby tyczy, albo osób im bliskich, wtedy zaczyna funkcjonować rozum, zaczy­nają kwalifikować. Od tej warstwy należy zacząć, gdyż jest to mo­ralny ugór — teren, na którym ludzie nie używają rozumu. Tu bar­dzo mocno polecałbym sobie i wszystkim duszpasterzom dostrzec pole działania. Dziękuje bardzo.

3. Chcę do przedstawicielki Wydziału Prawa skierować jeszcze jedną informację. Funkcjonujemy w konkretnych uwarunkowaniach społecznych. Wtedy dostosowujemy wiedzę ogólną do rozstrzygnię­cia ich problemów szczegółowych. Na przykład poczucie dyskry­minacji, które pojawiło się w środowisku kobiecym wywołuje po­trzebę dodatkowego zwrócenia uwagi na to, że kobieta jest w pełni podmiotem praw człowieka. Takie potrzeby bardziej nazwałbym pedagogiką społeczną, niż funkcjonowaniem systemów prawnych. Otóż proszę Pani, w starej katechezie biblijnej, tej najstarszej, pu­stynnej, czyli w zapisach jahwistycznych, jest opis stworzenia czło­wieka z tym słynnym kolorowym obrazem powstawania kobiety z żebra Adama. Gdy się przestudiuje drugi rozdział Księgi Rodzaju od wiersza 18, to można zapytać, dlaczego tak szczególnie kobietą autor natchniony się zajął, podczas gdy mężczyźnie poświęcił dwa zdania i wysłał do roboty kopać rów i nawadniać ziemię? Dlatego, że powstawała ta katecheza w takich warunkach, w których kobietę można było kupić za dwie owce na rynku. Ażeby tamtym ludziom, o takiej świadomości pokazać pełną godność kobiety została przed­stawiona cała sceneria stworzenia - najpierw wykluczająca kobietę z jakichkolwiek innych środowisk, poza osobową relacją z męż­czyzną i potem ta pozytywna katecheza, która pokazała jedność natury i wyjątkową bliskość kobiety i mężczyzny. Mamy tu przy­kład dostosowania nauki do konkretnych warunków. I tu się rodzą wszelkiego rodzaju zamówienia na systemy, powiedzmy, ochrony praw kobiety i itd.

4. Wczoraj było wspomnienie św. Jana Kantego. Jego pośred­nictwu w sposób szczególny się dzisiaj polecamy. Św. Jan jest patro­nem środowisk akademickich. Jemu polecamy troskę nie tylko o tę rodzinę, uczelnię, która w tej chwili nazywa się Uniwersytetem Jagiellońskim i o środowisko krakowskie, ale troskę o całą polską i akademicką rodzinę.

Ojcze nasz Święty Janie Kanty — módl się za nami. Wszyscy święci nasi patronowie —módlcie się za nami. Pobłogosławimy Księże Biskupie to święte zgromadzenie. Niech imię Pańskie będzie błogosławione — teraz i na wieki. Wspomożenie nasze w imieniu Pana — który stworzył niebo i ziemie Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący Ojciec i Syn i Duch Święty. Amen.

Opublikował(a): Administrator

Data powstania: so, 28 lutego 2009 20:39
Data upublicznienia: so, 28 lutego 2009 22:18
Zaakceptował(a): Administrator
Artykuł był czytany: 901 razy
Drukuj
Copyright @ 2011 Kuria Biskupia w Łomży!
Wykonanie strony SPEEDi